6. W końcu zrozumiałam znaczenie Bożych prób
Pewnego dnia w lipcu 2024 roku, oceniałam artykuły wraz z siostrami, z którymi współpracowałam, kiedy nagle siostra Zhen powiedziała, że źle się czuje, że kręci jej się w głowie i czuje ucisk w klatce piersiowej. Chwiała się na krześle i wyglądała, jakby w każdej chwili miała zemdleć. Początkowo myślałyśmy, że to tylko duszna pogoda i słaba cyrkulacja powietrza w pokoju. Ale później te ataki stawały się coraz częstsze. Kiedy były silne, nie miała nawet siły mówić i brakowało jej tchu po zrobieniu zaledwie kilku kroków. Nie potrafiła nawet zadbać o siebie w codziennym życiu, a co dopiero wykonywać swój obowiązek. Zaczęłam się martwić: „Czy to może być jakaś poważna choroba?”. Ale potem pomyślałam sobie: „Wszystkie wykonujemy obowiązek oparty na pracy z tekstami, który jest dość ważny. Poza tym siostra Zhen potrafi znosić trudności i płacić cenę przy wykonywaniu obowiązku, i osiągnęła w nim pewne wyniki. Bóg z pewnością będzie ją chronił i nie pozwoli, by zapadła na poważną chorobę. To pewnie Bóg poddaje ją próbie. Może Bóg zabierze chorobę, gdy tylko siostra wyciągnie z tej sytuacji odpowiednią lekcję”. Potem siostra Zhen poszła do szpitala na badania. Lekarz powiedział, że wszystkie wyniki badań są w normie, ale ma wolne tętno i słaby dopływ krwi do serca. Przepisał jej leki na serce i krążenie oraz kazał dużo odpoczywać i dbać o siebie. Widząc, jak przebiegło badanie, wszystkie założyłyśmy, że siostra Zhen wydobrzeje po odpoczynku i rekonwalescencji. W sercu wciąż dziękowałam Bogu i nabrałam jeszcze większego przekonania, że różnimy się od niewierzących: My, wierzący, mamy Bożą opiekę i ochronę, a gdy tylko wyciągniemy wnioski z zapodanej nam lekcji, nasze choroby zostaną uleczone. Ale niespodziewanie, gdy siostra Zhen wróciła ze szpitala i przez pewien czas dochodziła do siebie, choroba wróciła, a ataki stały się częstsze.
Pewnego ranka odpoczywała w swoim pokoju, bo źle się czuła, i tak się jakoś stało, że spadła z łóżka. Usłyszałyśmy hałas i wbiegłyśmy do pokoju, gdzie znalazłyśmy ją leżącą na podłodze, niezdolną do ruchu. Oczy miała mocno zaciśnięte, z trudem łapała oddech, dłonie i stopy miała lodowate, kończyny sztywne, a całe jej ciało drżało w niekontrolowany sposób. Wyglądało na to, że nie może zaczerpnąć tchu i w każdej chwili może umrzeć. Byłyśmy przerażone. Goszcząca nas siostra szybko znalazła jakieś szybko działające leki na serce i podała jej, i dopiero wtedy powoli zaczęła dochodzić do siebie. Gdy wracałam myślami do tej chwili, serce wciąż mi waliło. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdybyśmy zadziałały choć trochę wolniej. Widok Siostry Zhen leżącej w łóżku, z ręką przyciśniętą do serca i twarzą wykrzywioną z bólu, sprawił, że ja również poczułam ból w sercu. „Jak to się mogło stać? Czy lekarz nie mówił, że nic jej nie jest? Ale to oczywiste, że ma poważny problem z sercem. Słyszałam, że przy poważnej chorobie serca można nie móc złapać oddechu i nagle umrzeć. Jest dopiero po trzydziestce – jak mogła tak poważnie zachorować?”. Było mi szczególnie ciężko, gdy usłyszałam, jak mówi do mnie słabym głosem: „Czuję się teraz naprawdę źle, jakby moje serce w każdej chwili mogło przestać bić. Jeśli umrę, musisz powiedzieć mojej mamie, żeby nie zrozumiała Boga opacznie. Bez względu na to, co Bóg robi, jest to sprawiedliwe…”. Mówiła coś, a potem przerywała, wypowiadając krótkie, urywane słowa. Widok jej w takim stanie mnie przerażał. Nigdy nie widziałam kogoś tak bliskiego śmierci i przez chwilę nie wiedziałam, co powiedzieć, by ją pocieszyć. Później, z uwagi na jej zdrowie, przywódca powiadomił jej rodzinę i poprosił, by zabrali ją do domu na rekonwalescencję.
Nie potrafiłam zrozumieć choroby siostry Zhen. „Ona szczerze wierzy. Mąż wyrzucił ją z domu za wykonywanie obowiązku, a ona przez ostatnie kilka lat wykonywała w kościele ważne obowiązki, osiągając pewne wyniki. Dlaczego tak poważnie zachorowała? Dlaczego Bóg jej nie chronił? Nawet jeśli to próba, nie powinna być aż tak ciężka, nieprawdaż? Jeśli umrze, jak może zostać zbawiona? Rozumiem, że niewierzących i tych, którzy opierają się Bogu, spotykają różne nieszczęścia, ale siostra Zhen jest inna. Ona szczerze wierzy w Boga. Jak mogło spaść na nią tak straszne nieszczęście?”. Miałam mętlik w głowie i nie potrafiłam zrozumieć, jaka jest intencja Boga. To skłoniło mnie do myślenia o sobie. Kiedyś myślałam, że skoro minęła ponad dekada, odkąd porzuciłam rodzinę i karierę, by wykonywać obowiązek, i zawsze wykonywałam ważne obowiązki oraz osiągałam pewne wyniki, to z pewnością zostanę zbawiona i wejdę do królestwa Bożego, o ile będę dalej w ten sposób dążyć. Ale sytuacja siostry Zhen nagle sprawiła, że poczułam, iż moje własne zbawienie też nie jest zagwarantowane. A co jeśli pewnego dnia nagle spadnie na mnie wielkie nieszczęście, tak jak na siostrę Zhen, albo nawet stanę w obliczu śmierci? Jeśli bym umarła, to jak mogłabym dostąpić zbawienia? Czyż wszystkie moje lata płacenia ceny i ponoszenia kosztów nie pójdą na marne? Gdy o tym pomyślałam, stałam się nieco przygnębiona. Nie wkładałam już serca w swój obowiązek i robiłam tylko tyle, by przetrwać każdy dzień, zadowalając się po prostu wykonaniem bieżącej pracy. Czułam, jakby między Bogiem a mną wyrosła ściana. Nie mogłam powstrzymać się od pytania samej siebie: „Co jest ze mną nie tak? Dlaczego odkąd siostra Zhen zachorowała, po prostu nie potrafię wykrzesać z siebie motywacji do wykonywania obowiązku?”.
Podczas poszukiwania obejrzałam wideo ze świadectwem opartym na doświadczeniu zatytułowane „Czy cierpienie z powodu katastrofy musi być czymś złym?”. Dwa zacytowane w nim fragmenty słów Bożych odnosiły się bezpośrednio do mojego stanu. Bóg Wszechmogący mówi: „Kiedy niektórzy ludzie widzą, że ktoś napotyka trudności, natychmiast próbują się postawić na miejscu tej osoby, żeby zadbać o siebie. Ilekroć widzą, że ktoś doświadcza udręki, choroby, trudów lub nieszczęścia, natychmiast myślą o sobie i zastanawiają się: »Co bym zrobił, gdyby to przytrafiło się mnie? Okazuje się, że wierzących też mogą spotkać takie rzeczy, że mogą oni cierpieć takie udręki. Więc właściwie co to jest za Bóg? Skoro Bóg zupełnie nie zważa na uczucia tego człowieka, czy mnie również tak potraktuje? To pokazuje, że na Bogu nie można polegać. Stwarza dla ludzi nieoczekiwane okoliczności, w każdej chwili może ich postawić w kłopotliwej sytuacji«. Obawiają się, że jeśli nie będą wierzyć, to nie dostąpią błogosławieństw, ale jeśli nadal będą wierzyć, spotka ich katastrofa. Przez to, modląc się przed obliczem Boga, mówią po prostu: »Boże, proszę Cię, abyś mnie pobłogosławił«, a nie odważają się powiedzieć: »Boże, proszę, abyś mnie wypróbował, zdyscyplinował i zrobił, co zechcesz: ja jestem gotów to przyjąć«. Nie mają odwagi modlić się w ten sposób. Po doświadczeniu kilku niepowodzeń i porażek ich determinacja i odwaga słabną i zaczynają inaczej »rozumieć« sprawiedliwe usposobienie Boga, Jego karcenie i osąd oraz Jego suwerenną władzę, jak również pojawia się w nich nieufność wobec Boga. W ten sposób tworzy się mur, obcość między ludźmi a Bogiem. Czy to w porządku, że ludzie mają takie stany? (Nie). Czy takie stany pojawiają się w was? Czy zdarza się, że odczuwacie je przez dłuższy czas? (Tak). Jak należy rozwiązywać takie problemy? Czy jest w porządku to, że nie szuka się prawdy? Jeśli nie rozumiecie prawdy i nie macie wiary, trudno wam będzie podążać za Bogiem do końca i będziecie upadać, ilekroć przytrafią wam się katastrofy i nieszczęścia, czy to naturalne, czy spowodowane przez człowieka” (Co to znaczy dążyć do prawdy (11), w: Słowo, t. 6, O dążeniu do prawdy). „Każdy, kto zaczyna wierzyć w Boga, jest gotów przyjmować jedynie Bożą łaskę, Boże błogosławieństwa i obietnice, jest chętny do przyjmowania tylko Jego dobroci i współczucia. Nikt jednak nie czeka ani nie przygotowuje się na przyjęcie Bożego karcenia i sądu, Jego prób i uszlachetniania ani tego, że Bóg mu coś odbierze; żaden człowiek nie czyni przygotowań, by przyjąć od Boga sąd i karcenie, pozbawienie go czegoś i przekleństwo. Czy taka relacja między ludźmi a Bogiem jest normalna, czy nieprawidłowa? (Nieprawidłowa). Dlaczego uważacie, że jest nieprawidłowa? Pod jakim względem nie spełnia wymagań? Pod takim, że ludzie nie posiadają prawdy. Przyczyną jest to, że mają zbyt wiele pojęć i wyobrażeń, przez cały czas błędnie rozumieją Boga i nie korygują tego przez poszukiwanie prawdy – z tego powodu najprawdopodobniej pojawią się problemy. W szczególności ludzie wierzą w Boga tylko po to, by otrzymać błogosławieństwa. Chcą jedynie zawrzeć z Bogiem układ i żądać od Niego pewnych rzeczy, ale nie dążą do prawdy. To bardzo niebezpieczne. Gdy tylko przydarzy im się coś, co jest sprzeczne z ich wyobrażeniami, natychmiast w ich głowach pojawiają się różne pojęcia dotyczące Boga, mają pretensje do Niego i błędnie Go rozumieją, a nawet mogą Go zdradzić. Czy konsekwencje tego są poważne? Jaką ścieżką podąża większość ludzi w swojej wierze w Boga? Chociaż być może słuchaliście już wielu kazań i w swoim mniemaniu zrozumieliście sporo prawd, faktem jest, że wciąż kroczycie ścieżką wiary w Boga tylko po to, by najeść się do syta bochenkami chleba” (Co to znaczy dążyć do prawdy (11), w: Słowo, t. 6, O dążeniu do prawdy). Po przeczytaniu słów Bożych zrozumiałam, że ostatecznym powodem mojego przygnębienia był problem z moim poglądem na wiarę w Boga. Wierzyłam w Boga tylko dlatego, że chciałam otrzymać od Niego błogosławieństwa. Gdy tylko widziałam, że nie ma nadziei na błogosławieństwo, zaczynałam rozumieć Boga opacznie i na Niego narzekać, a także traciłam wiarę w Niego. Kiedy siostra Zhen po raz pierwszy zachorowała, choć trochę się martwiłam, myślałam, że skoro wykonujemy ważne obowiązki, a ona szczerze wierzy, Bóg z pewnością będzie ją chronił i ją uzdrowi. Co więcej, gdy badania w szpitalu wykazały, że wszystkie wyniki są w normie, stałam się jeszcze bardziej pewna, że Bóg jest wierny i że ci, którzy szczerze ponoszą koszty na Jego rzecz, z pewnością otrzymają Jego błogosławieństwa i ochronę. Ale kiedy choroba wróciła, a ona stanęła nawet w obliczu śmierci, zaczęłam rozumieć Boga opacznie i narzekać na Niego: „Dlaczego spadło na nią tak straszne nieszczęście? Dlaczego Bóg jej nie chronił?”. Czułam nawet, że wierzący nie różnią się niczym od niewierzących i nie mają gwarancji zbawienia. Natychmiast pomyślałam o sobie, martwiąc się, że na mnie też może nagle spaść nieszczęście, tak jak na siostrę Zhen. Jeśli bym zapadła na śmiertelną chorobę i umarła, jak mogłabym dostąpić zbawienia? Gdy tylko zaczęłam się martwić o własną przyszłość i przeznaczenie, moje serce oddaliło się od Boga, a ja stałam się bierna i zniechęcona w wykonywaniu obowiązku. Zobaczyłam, że w swojej wierze w Boga chciałam jedynie otrzymywać od Niego błogosławieństwa i łaskę. W chwili, gdy moje pragnienia legły w gruzach, nie mogłam powstrzymać się od opacznego rozumienia Boga i narzekania na Niego, popadając nawet w przygnębienie i będąc niedbałą w wykonywaniu obowiązku. To było sprzeciwianie się Bogu; to była zdrada wobec Niego! Moje zachowanie nie różniło się od zachowania ludzi ze świata religijnego, którzy tylko jedzą chleb do syta. Kiedy Bóg mi błogosławił, byłam pełna entuzjazmu, gotowa do wyrzeczeń i ponoszenia kosztów oraz płacenia każdej ceny. Ale w chwili, gdy moje nadzieje na błogosławieństwo zniknęły, natychmiast straciłam zapał. Zobaczyłam, że wierzyłam w Boga przez lata tylko dla błogosławieństw i łaski i że byłam niedowiarkiem, któremu chodziło tylko o to, by najeść się chleba do syta. Zaczęłam czuć do siebie wstręt i nienawiść. Czułam też wyrzuty sumienia i winę za to, że tak bardzo opacznie rozumiałam Boga.
Później przeczytałam kolejny fragment słów Bożych i zyskałam pewne zrozumienie sprawiedliwego usposobienia Boga. Bóg Wszechmogący mówi: „Jeśli twój umysł jest już w miarę gotowy do przyjęcia sądu i karcenia, prób i uszlachetniania, jeśli mentalnie przygotowałeś się na znoszenie katastrof, to co byś zrobił, gdybyś naprawdę stanął przed podobnymi próbami jak Hiob i Bóg pozbawiłby cię wszystkiego, co miałeś, do tego stopnia, że twoje życie miałoby się już zakończyć, bez względu na to, jak wielkie koszty ponosiłeś dla Boga i z jak wielkim poświęceniem wypełniałeś swój obowiązek? Jak powinieneś potraktować suwerenną władzę Boga i Jego ustalenia? Jak powinieneś sobie radzić z obowiązkami? Jak powinieneś postępować z tym, co powierzył ci Bóg? Czy rozumiesz wszystko właściwie i masz odpowiednią postawę? Czy łatwo ci odpowiedzieć na te pytania, czy nie? To wielka przeszkoda, która przed wami stoi. A skoro jest to przeszkoda i problem, czy nie należy go rozwiązać? (Tak). Jak go rozwiązać? Czy łatwo go rozwiązać? Załóżmy, że skoro od wielu lat wierzysz w Boga, przeczytałeś tak wiele Jego słów, wysłuchałeś tak wielu kazań i zrozumiałeś tak wiele prawd, to jesteś już gotowy przyjąć wszelkie Boże rozporządzenia, czy to będzie przyjęcie błogosławieństw, czy doświadczenie nieszczęść. I załóżmy, że choć wyrzekłeś się wielu rzeczy i zapłaciłeś cenę, pomimo twoich poświęceń i energii wydatkowanej przez całe życie ostatecznie Bóg w zamian tylko cię przeklina i coś ci odbiera. Jeśli nawet wtedy nie będziesz się skarżył, wyrażał własnych pragnień ani stawiał żądań, a tylko będziesz się starał podporządkować Bogu i zdać się na łaskę Jego rozporządzeń i uznasz, że nawet niewielka zdolność zrozumienia i podporządkowania się Bożej suwerennej władzy wciąż nadaje wartość twojemu życiu – jeśli masz tego rodzaju właściwą postawę, czy nie będzie ci łatwo rozwiązać niektórych trudności, kiedy się pojawią? (…) Bóg traktuje wszystkich sprawiedliwie i wobec każdej istoty stworzonej przejawia usposobienie pełne współczucia i miłości, ale także majestatu i gniewu. W relacjach Boga z każdym człowiekiem współczucie, miłość, majestat oraz gniew zawarte w Jego sprawiedliwym usposobieniu pozostają niezmienne. Bóg nigdy nie okazuje współczucia i miłości tylko niektórym ludziom, a majestatu i gniewu innym. Bóg nigdy tak nie robi, ponieważ jest Bogiem sprawiedliwym wobec wszystkich. Boże współczucie, miłość, majestat i gniew istnieją dla każdego człowieka. Może On obdarzyć ludzi łaską i błogosławieństwami oraz zapewniać im ochronę, a jednocześnie może ich osądzać i karcić, przeklinać i odbierać im wszystko, co wcześniej dał. Bóg może ludziom dawać, ale może też wszystko im odebrać. Takie jest usposobienie Boga i tak właśnie musi On traktować każdą osobę. Dlatego jeśli myślisz: »Jestem drogi Bogu, jestem Jego oczkiem w głowie. W żadnym razie nie mógłby się zdobyć na to, żeby mnie skarcić i osądzić, i w żadnym razie nie miałby serca odebrać mi wszystkiego, co mi dał, ponieważ nie chciałby mnie martwić ani przygnębiać« – czy takie myślenie nie jest błędne? Czy nie jest to wyobrażenie o Bogu? (Tak). A więc dopóki nie zrozumiesz tych prawd, czy nie myślisz tylko o cieszeniu się Bożą łaską, miłością i Bożym współczuciem? W rezultacie zapominasz, że Bóg posiada również majestat i gniew. Chociaż mówisz, że Bóg jest sprawiedliwy, chociaż potrafisz dziękować Mu i chwalić Go, kiedy obdarza cię współczuciem i miłością, ilekroć On okazuje majestat i gniew, karcąc cię i osądzając, czujesz się bardzo przygnębiony. »Gdyby tylko taki Bóg nie istniał« – myślisz. »Gdyby tylko nie zrobił tego Bóg, gdyby tylko Bóg nie obrał sobie mnie za cel, gdyby tylko nie było to intencją Boga, gdyby tylko te rzeczy spotkały innych ludzi. Mam dobre serce, nie zrobiłem nic złego i przez wiele lat płaciłem wysoką cenę za wiarę w Boga, więc Bóg nie powinien być wobec mnie tak bezlitosny. Powinienem być uprawniony i upoważniony do tego, by cieszyć się współczuciem i miłością Boga, a także Jego obfitą łaską i błogosławieństwami. Bóg nie będzie mnie sądzić ani karcić, nie miałby serca, aby to zrobić«. Czy to tylko pobożne życzenia i błędne myślenie? (Tak). Co jest w tym niewłaściwego? Niewłaściwe jest to, że nie uważasz się za istotę stworzoną, za członka stworzonej ludzkości. Popełniasz błąd, oddzielając siebie od stworzonej ludzkości i uznając się za kogoś należącego do wyjątkowej grupy lub wyjątkowego rodzaju istot stworzonych, a tym samym przydając sobie szczególny status. Czy to nie jest arogancja i zarozumiałość? Czy to nie jest nierozsądne? Czy ktoś taki naprawdę podporządkowuje się Bogu? (Nie). Absolutnie nie” (Co to znaczy dążyć do prawdy (11), w: Słowo, t. 6, O dążeniu do prawdy). Po przeczytaniu słów Bożych zrozumiałam, że Bóg jest sprawiedliwy wobec każdego. Nie będzie zawsze chronił i błogosławił kogoś, osłaniając go przed wszelkim nieszczęściem, tylko dlatego, że jego obowiązek jest ważny lub że wniósł w niego jakiś szczególny wkład. Ale zawsze myślałam, że nieszczęścia spotykają tylko niewierzących lub tych, którzy nie są szczerzy wobec Boga i nie dążą do prawdy. Wierzyłam, że skoro siostra Zhen wykonywała w kościele ważny obowiązek i osiągnęła pewne wyniki, Bóg powinien był chronić ją przed poważną chorobą i nieszczęściem. To było wyłącznie moje własne pojęcie i wyobrażenie, które wcale nie było zgodne z prawdą. Istota Boga jest sprawiedliwa. Niezależnie od tego, czy Bóg błogosławi ludziom, czy pozwala, by cierpieli nieszczęście, On zawsze jest sprawiedliwy. Bóg nie popełnia błędów. To, co powinna robić istota stworzona, to akceptować i podporządkowywać się. To jest rozum, który powinniśmy posiadać. Pomyślałam o siostrze, która zawsze była przywódcą i odpowiadała za kilka ważnych zadań. Później rozwinęło się u niej poważne nadciśnienie i innych choroby, które zagrażały nawet jej życiu. Choć czuła się słaba, skupiła się na poszukiwaniu prawdy, by wyciągnąć wnioski z życiowych lekcji, i potrafiła się podporządkować. Po tym doświadczeniu zyskała pewne zrozumienie własnego zepsutego usposobienia oraz sprawiedliwego usposobienia Boga, a nawet napisała artykuł o swoim zrozumieniu opartym na doświadczeniu. Bóg pozwolił, by spadły na nią choroby, aby oczyścić tkwiące w niej zepsucie i nieczystości; to było Boże zbawienie i doskonalenie jej, i była to mądrość Jego dzieła. Jest też Hiob. Był człowiekiem, który bał się Boga i unikał zła. Bóg pozwolił szatanowi go kusić: odebrano mu majątek, jego dzieci zginęły, a jego własne ciało pokryły bolesne wrzody. Jego ciało bardzo cierpiało, ale nie porzucił Boga ani nie wypowiedział ani jednego słowa, które by Go obraziło, i niósł o Bogu donośne świadectwo. Na pozór wydaje się to sprzeczne z naszymi wyobrażeniami, że Bóg pozwolił szatanowi kusić Hioba i sprawił, że tak bardzo cierpiał. Ale Bóg wykorzystał to, by Hiob niósł o Nim donośne świadectwo przed szatanem, a wiara Hioba została udoskonalona. Bez względu na to, co robi Bóg, jest to dobre. To, że ludzi spotyka nieszczęście, niekoniecznie jest czymś złym. Jeśli ludzie potrafią szukać intencji Boga i wyciągać lekcje, rozumieć prawdę i zostać oczyszczonymi, wtedy to, co złe, staje się czymś dobrym. Kiedyś myślałam, że bezpieczeństwo i pomyślny przebieg spraw to coś dobrego, podczas gdy katastrofy i nieszczęścia to rzeczy złe. Teraz widzę, że ten mój pogląd był wypaczony. Dzieło Boga w dniach ostatecznych jest dziełem sądu i oczyszczania. Używa On wszelkiego rodzaju wydarzeń, które nie są zgodne z naszymi wyobrażeniami, by nas wypróbować i uszlachetnić, ujawniając nasze skażone skłonności i nieczystości w naszych intencjach, abyśmy mogli zastanowić się nad sobą i poznać siebie, szukać prawdy, praktykować prawdę i odrzucić nasze skażone skłonności, by osiągnąć Boże zbawienie. Ale ja nie rozumiałam dzieła Bożego. W mojej wierze dążyłam tylko do bezpieczeństwa, pomyślności i cieszenia się łaską Boga. Nie chciałam stawiać czoła próbom ani nieszczęściom. Bez względu na to, ile lat doświadczałabym dzieła Bożego w ten sposób, nigdy nie osiągnęłabym oczyszczenia ani odmiany. Teraz rozumiem, że za poważną chorobą siostry Zhen musi kryć się intencja Boga i że musi ona wyciągnąć z tego jakieś wnioski. Jeśli nie potrafię dostrzec sedna tej sprawy, nie powinnam próbować jej analizować i badać z ludzkiej perspektywy. Powinnam szukać prawdy i intencji Boga, a przede wszystkim nie mogę opóźniać bieżącego obowiązku. Taki powinnam mieć rozum.
Później zastanawiałam się: „Dlaczego byłam ciągle tak przygnębiona po tym, jak siostra Zhen zachorowała? Jaka była główna przyczyna tego przygnębienia?”. Poszukując odpowiedzi na te pytania przeczytałam słowa Boże: „W Bożej rodzinie, wśród braci i sióstr, bez względu na to, jak wysoki masz status czy jak wysoką pozycję, jak ważne są twoje obowiązki, jak wielki jest twój talent i wkład w pracę kościoła lub od jak dawna wierzysz w Boga, w oczach Boga jesteś istotą stworzoną, zwykłą istotą stworzoną, a szlachetne tytuły i miana, które sobie nadałeś, nie mają racji bytu. Jeśli uważasz je za swoje korony, za kapitał, który umożliwia ci przynależność do szczególnej grupy bądź czyni z ciebie wyjątkową osobistość, tym samym sprzeciwiasz się przekonaniom Boga, stajesz w opozycji do nich i jesteś z Nim niezgodny. Jakie będą tego konsekwencje? Czy przez to będziesz stawiał opór wobec obowiązków, które istota stworzona powinna wykonywać? W oczach Boga jesteś tylko istotą stworzoną, ale ty tak na siebie nie patrzysz. Czy z takim podejściem możesz rzeczywiście podporządkować się Bogu? Zawsze myślisz życzeniowo: »Bóg nie powinien mnie tak traktować, nigdy nie mógłby mnie tak traktować«. Czy to nie prowadzi do konfliktu z Bogiem? Co sobie pomyślisz w głębi ducha, kiedy Bóg będzie działał niezgodnie z twoimi wyobrażeniami, twoim sposobem myślenia i twoimi potrzebami? Jak się zachowasz w sytuacjach, które Bóg dla ciebie przygotował? Czy się podporządkujesz? (Nie). Nie podporządkujesz się; z pewnością będziesz się opierać, sprzeciwiać, skarżyć się i narzekać, wciąż na nowo rozważać to w sercu, myśląc: »Przecież Bóg mnie chronił i traktował łaskawie. Dlaczego teraz się zmienił? Nie mogę już dłużej żyć!«. Popadasz zatem w rozdrażnienie i zaczynasz źle się zachowywać. Gdybyś zachowywał się tak w domu, wobec swoich rodziców, byłoby to wybaczalne, nic by ci za to nie zrobili. Ale w domu Bożym jest to nie do przyjęcia. Ponieważ jesteś osobą dorosłą i wierzącą, nawet inni ludzie nie będą tolerować takich bzdur – czy sądzisz, że Bóg będzie tolerował takie zachowanie? Czy On będzie przyzwalał na to, że Mu to robisz? Nie, nie będzie. Dlaczego? Bóg nie jest twoim rodzicem, On jest Bogiem, jest Stwórcą, a Stwórca nie może pozwolić na to, by istota stworzona okazywała przed Jego obliczem rozdrażnienie i brak rozsądku oraz dostawała napadów złości. Kiedy Bóg cię karci i osądza, wystawia na próbę lub coś ci odbiera, kiedy stawia przed tobą przeciwności, chce zobaczyć, jaka będzie postawa stworzonej istoty wobec Stwórcy, chce się przekonać, jaką ścieżkę wybierze istota stworzona i nigdy nie pozwoli na to, byś okazywał rozdrażnienie i brak rozsądku albo wyrzucał z siebie stek niedorzecznych usprawiedliwień. Czy zrozumiawszy to, ludzie nie powinni się zastanowić, jak należy podchodzić do wszystkiego, co czyni Stwórca? Przede wszystkim ludzie powinni zająć właściwe sobie miejsce jako istoty stworzone i uznać swoją tożsamość istot stworzonych. Czy potrafisz przyznać, że jesteś istotą stworzoną? Jeśli potrafisz to uznać, to powinieneś zająć właściwe sobie miejsce jako istota stworzona i podporządkować się zarządzeniom Stwórcy, a nawet jeśli przyjdzie ci trochę pocierpieć, powinieneś znosić to cierpienie bez narzekania. Oto co znaczy być rozsądnym. Jeśli nie uważasz się za istotę stworzoną, lecz we własnym przekonaniu jesteś kimś utytułowanym, z aureolą nad głową, osobą o wysokim statusie, wielkim przywódcą, kierownikiem, redaktorem lub dyrektorem w rodzinie Bożej i sądzisz, że wniosłeś godny wkład w jej dzieło – jeśli tak myślisz, to jesteś szalenie nierozsądnym i bezgranicznie bezwstydnym człowiekiem. Czy jesteście ludźmi, którzy mają wysoki status, pozycję i wartość? (Nie). Więc kim jesteś? (Jestem istotą stworzoną). Zgadza się, jesteś tylko zwykłą istotą stworzoną. Wśród ludzi możesz afiszować się swoimi kwalifikacjami, grać kartą starszeństwa, chwalić się swoim wkładem w dzieło kościoła lub opowiadać o swoich bohaterskich wyczynach. Ale przed Bogiem te rzeczy nie mają racji bytu i nie wolno ci o nich mówić, popisywać się nimi ani przybierać miny starego wyjadacza. Jeśli będziesz się afiszować swoimi kwalifikacjami, wszystko pójdzie nie tak. Bóg uzna cię za osobę całkowicie nierozsądną i skrajnie arogancką. Będzie czuł do ciebie odrazę i niesmak i odsunie cię na bok, a to oznacza dla ciebie kłopoty” (Co to znaczy dążyć do prawdy (11), w: Słowo, t. 6, O dążeniu do prawdy). „Rozum antychrystów jest niezdrowy. Bez względu na to, w jaki sposób i jak wyraźnie omawiana jest prawda, oni nadal nie rozumieją Bożych intencji ani tego, po co jest wiara w Boga i jaka jest właściwa ścieżka, którą ludzie powinni podążać. Z powodu ich niegodziwego usposobienia i nikczemnej natury oraz z uwagi na naturoistotę takich ludzi, w głębi duszy nie potrafią oni rozróżnić, co jest prawdą i co jest rzeczami pozytywnymi, co jest dobre, a co złe. Trzymają się mocno swoich własnych ambicji i pragnień, uważając je za prawdę, jedyne cele w życiu i najbardziej sprawiedliwe przedsięwzięcie. Nie znają prawdy, która mówi, że jeśli usposobienie człowieka się nie zmieni, to już na zawsze będzie on wrogiem Boga. Nie wiedzą, że to, jakimi błogosławieństwami obdarza On daną osobę i jak ją traktuje, nie zależy od jej potencjału, darów, talentów czy kapitału, ale od tego, ile prawdy praktykuje i poznaje oraz czy jest osobą, która boi się Boga i wystrzega zła. Są to prawdy, których antychryści nigdy nie zrozumieją. Nie ma mowy, aby to dostrzegli i właśnie w tym są najgłupsi. Jaka jest od początku do końca postawa antychrystów wobec własnych obowiązków? Wierzą, że ich wykonywanie jest pewną transakcją, a ten, kto najbardziej przykłada się do obowiązku, wnosi największy wkład w dom Boży i przetrwa w nim najwięcej lat – na koniec będzie miał większą szansę na błogosławieństwo i koronę. Taka jest logika, którą kierują się antychryści” (Punkt dziewiąty (Część siódma), w: Słowo, t. 4, Demaskowanie antychrystów). Po przeczytaniu słów Bożych zdałam sobie sprawę, że antychryści czynią zdobywanie błogosławieństw celem swoich dążeń. W swojej wierze nie dążą do prawdy; chcą jedynie uzyskać błogosławieństwa. Myślą, że dopóki wykonują ważne obowiązki w domu Bożym i wnoszą pewien wkład, mają prawo do otrzymania wielkich błogosławieństw od Boga. Zdałam sobie sprawę, że perspektywa kryjąca się za moimi dążeniami była taka sama jak u antychrysta. Wierzyłam, że dopóki wykonuję ważny obowiązek, potrafię znosić trudności, płacić cenę, osiągać w obowiązku pewne wyniki i szykować wystarczająco dużo dobrych uczynków, to im większy będzie mój wkład, tym bardziej Bóg będzie mi błogosławił i będę mogła zostać zbawiona. Kiedy tym razem siostra Zhen zachorowała, a ja zobaczyłam, że jej stan pogorszył się tak bardzo, że aż zagrażał jej życiu, opacznie zrozumiałam Boga i narzekałam na Niego, że jej nie chronił. Martwiłam się, że ja też mogę nagle poważnie zachorować lub spotka mnie jakieś nieszczęście, tak jak siostrę Zhen, i ostatecznie stracę wszelką nadzieję na zbawienie. To sprawiło, że stałam się niesamowicie przygnębiona i straciłam wszelką motywację do wykonywania obowiązku. Te moje przejawy były walką z Bogiem i sprzeciwianiem się Jego suwerennej władzy i ustaleniom. Naprawdę brakowało mi rozumu! Jesteśmy tylko zwykłymi istotami stworzonymi i bez względu na to, jaki obowiązek wykonujemy w kościele, w oczach Boga wszyscy jesteśmy traktowani równo. Ale ja myślałam o sobie zbyt dobrze i nie stałam na właściwym miejscu. Ponieważ zawsze czułam, że wykonuję ważny obowiązek, wykorzystywałam to jako kartę przetargową, by żądać od Boga łaski i błogosławieństw, domagając się, by chronił mnie przed katastrofami i nieszczęściami. Naprawdę w ogóle nie miałam rozumu! Wierzyłam w Boga i wykonywałam swój obowiązek nie po to, by dążyć do prawdy i osiągnąć zmianę w moim usposobieniu życiowym, ale by uzyskać nagrody i błogosławieństwa. Czyż nie byłam ulepiona z tej samej gliny co Paweł w Wieku Łaski? Wierze Pawła w Boga brakowało szczerości; jego praca i ponoszenie kosztów były przepełnione jego własnymi wygórowanymi pragnieniami. Często wywyższał się i popisywał swoimi osiągnięciami przed innymi, chwaląc się tym, ile pracy wykonał i ile owoców przyniósł dla Pana. Wykorzystywał to jako kartę przetargową, by żądać od Boga nagród i korony, wypowiadając nawet słowa tak bezwstydne jak: „Dobrą walkę stoczyłem, bieg ukończyłem, wiarę zachowałem. Odtąd odłożona jest dla mnie korona sprawiedliwości” (2Tm 4:7-8). Obraził usposobienie Boga i został przez Niego ukarany. Ścieżka, którą kroczyłam, była ścieżką Pawła. Gdybym szybko nie zawróciła ze złej drogi i nie skorygowała swoich intencji w wykonywaniu obowiązku, lecz nadal dążyła do błogosławieństw, zostałabym wyeliminowana przez Boga tak jak Paweł i straciłabym szansę na zbawienie.
Później przeczytałam więcej słów Bożych i zyskałam wyraźniejsze zrozumienie tego, jaki rodzaj człowieka Bóg aprobuje i darzy przychylnością. Bóg Wszechmogący mówi: „Dla wykonania obowiązku w sposób spełniający standardy nie ma znaczenia, od ilu lat wierzysz w Boga, ile obowiązków wykonywałeś, jak wiele już zrobiłeś w ramach obowiązku ani jak wielki wkład wniosłeś w dom Boży, a tym bardziej nieistotne jest twoje doświadczenie w wykonywaniu obowiązku. Najważniejszą rzeczą, na którą patrzy Bóg, jest ścieżka, którą podąża człowiek. Innymi słowy, On patrzy na czyjąś postawę wobec prawdy i zasad, na kierunek, źródło i punkt wyjścia działań człowieka. Bóg skupia się na tych rzeczach; to one determinują ścieżkę, którą kroczysz” (Czym jest wykonywanie obowiązków, które spełnia standardy? w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). „Człowiek myśli, że wszyscy, którzy wnoszą swój wkład na rzecz Boga, powinni otrzymać nagrodę, a im ten wkład jest większy, tym bardziej jest naturalne i słuszne, że człowiek powinien podobać się Bogu. Punkt widzenia człowieka ma z istoty charakter transakcyjny, a człowiek nie stara się aktywnie spełniać obowiązku istoty stworzonej. Dla Boga im bardziej ludzie dążą do prawdziwej miłości do Boga i całkowitego podporządkowania się Bogu, co również oznacza starania zmierzające do wykonywania obowiązku istoty stworzonej, tym bardziej są oni zdolni do zyskania Jego aprobaty. Ze swojej perspektywy Bóg wymaga, aby człowiek przywrócił swój pierwotny obowiązek i status. Człowiek jest istotą stworzoną i dlatego nie powinien posuwać się za daleko, stawiając jakiekolwiek żądania Bogu, oraz nie powinien robić nic poza wykonywaniem swojego obowiązku istoty stworzonej. Przeznaczenie Pawła i Piotra oceniane było na podstawie tego, czy potrafili spełniać swój obowiązek istoty stworzonej, a nie na podstawie wielkości ich wkładu. Ich przeznaczenie było określone przez to, do czego od początku dążyli, a nie przez ilość wykonanej pracy ani to, jak ocenili ich inni ludzie. Tak więc poszukiwanie aktywnego wykonywania obowiązku istoty stworzonej jest ścieżką do sukcesu; podążanie ścieżką prawdziwej miłości do Boga jest najbardziej prawidłową ścieżką; dążenie do zmian we własnym starym usposobieniu i dążenie do czystej miłości do Boga jest ścieżką do sukcesu. Taka ścieżka do sukcesu jest ścieżką przywracania pierwotnego obowiązku oraz pierwotnego wyglądu istoty stworzonej. Jest to ścieżka odnowy i jest to również cel całego dzieła Bożego od początku do końca” (Sukces i porażka zależą od ścieżki, którą się kroczy, w: Słowo, t. 1, Pojawienie się Boga i Jego dzieło). Słowa Boże nie mogłyby być bardziej jasne. W domu Bożym nie ma obowiązków wysokich ani niskich, szlachetnych ani poślednich. To, czy człowiek może zostać zbawiony, nie zależy od tego, jaki obowiązek wykonuje ani czy wniósł wkład lub ma osiągnięcia. Ważne jest to, czy dąży on do prawdy i czy osiąga zmianę w swoim usposobieniu życiowym. Jest to kluczowe. Przypomniałam sobie antychrystów, którzy zostali ujawnieni w kościele. Wielu z nich było przywódcami i pracownikami, którzy w przeszłości wiele porzucili i ponosili wiele kosztów w swoich obowiązkach. Kroczyli jednak błędną ścieżką. Nie szukali prawdozasad w swoim obowiązku i działali samowolnie, poważnie zakłócając pracę domu Bożego i przeszkadzając w niej. Odmawiali skruchy bez względu na to, jak z nimi rozmawiano, i ostatecznie zostali ujawnieni i wyeliminowani. Z drugiej strony są tacy, którzy wykonują w kościele niepozorne obowiązki, ale skupiają się na dążeniu do prawdy i na wejściu w życie. Szukają prawdozasad podczas wykonywania obowiązku, a im dłużej go wykonują, tym lepiej im to idzie. Tacy ludzie mają nadzieję na zbawienie. Dzięki temu zobaczyłam, że Bóg nie decyduje o wyniku i przeznaczeniu człowieka na podstawie wykonywanego przez niego obowiązku ani wielkości jego wkładu. Bóg ceni to, czy człowiek potrafi zdobyć prawdę i czy jego usposobienie życiowe ulega zmianie. To jest najważniejsze. Powinnam patrzeć na ludzi i sprawy zgodnie ze słowami Bożymi, podążać ścieżką Piotra, dążyć do prawdy, by osiągnąć zmianę w usposobieniu życiowym, i dobrze wykonywać swój obowiązek. Właśnie do tego powinnam dążyć.
Później zastanawiałam się: „Kiedy spadnie na mnie próba, jaką powinnam przyjąć postawę, by być w zgodzie z intencją Boga?”. Przeczytałam wtedy fragment słów Bożych: „Podporządkowanie się Bożym rozporządzeniom i planowym działaniom jest najbardziej podstawową lekcją, z jaką musi się zmierzyć każdy bez wyjątku wyznawca Boga. Jest to również lekcja najgłębsza. Do jakiego stopnia jesteś w stanie podporządkować się Bogu, to znaczy jak solidna jest twoja postawa i jak wielka jest twoja wiara – te rzeczy są z sobą wzajemnie powiązane. (…) Piotr przeszedł bardzo wiele prób i uszlachetniania. Odkładał na bok wszystkie swoje żądania, plany oraz pragnienia i nie domagał się, aby Bóg cokolwiek zrobił. Nie miewał więc własnych idei i w całej pełni oddał się w ręce Boga. Myślał przy tym tak: »Bóg może robić, co tylko chce. Może poddawać mnie próbom, może mnie chłostać, może mnie sądzić lub karcić. Może stwarzać sytuacje mające sprawić, że zostanę przycięty, może mnie hartować, może umieścić mnie w jaskini lwa lub w legowisku wilków. Cokolwiek Bóg czyni, jest właściwe, a ja podporządkuję się wszystkiemu, co zrobi. Wszystko, co Bóg czyni, jest prawdą. Nie będę mieć żadnych zażaleń ani zachcianek«. Czyż nie jest to bezwarunkowa uległość? Czasami ludzie myślą sobie tak: »Wszystko, co Bóg czyni, jest prawdą, dlaczego więc nie odkryłem żadnej prawdy w tej oto rzeczy, którą Bóg uczynił? Wygląda na to, że nawet Bóg robi czasami coś, co nie jest zgodne z prawdą. Bóg również czasem się myli. Ale bez względu na wszystko, to On jest Bogiem, więc się temu podporządkuję!«. Czy tego rodzaju uległość jest bezwarunkowa? (Nie). To jest uległość warunkowa; nie jest to szczere poddanie się Bogu. (…) W wierze ludzie powinni trzymać się miejsca istoty stworzonej. Bez względu na porę, niezależnie od tego, czy Bóg jest przed tobą ukryty, czy ci się ukazał, niezależnie od tego, czy czujesz Bożą miłość, czy nie, musisz wiedzieć, za co jesteś odpowiedzialny, jakie są twoje zobowiązania i powinności – musisz zrozumieć te prawdy o praktyce. Jeśli wciąż trzymasz się swoich pojęć, mówiąc: »Jeśli wyraźnie widzę, że dana sprawa jest zgodna z prawdą i z moimi wyobrażeniami, to się podporządkuję, jeśli zaś nie jest dla mnie jasna i nie mogę potwierdzić, że są to działania Boga, to najpierw chwilę poczekam, a podporządkuję się dopiero wtedy, gdy nabiorę pewności, że zrobił to Bóg«; czy to jest ktoś, kto poddaje się Bogu? Nie. Jest to poddanie warunkowe, a nie absolutne, pełne poddanie się Bogu. Dzieło Boże nie jest zgodne z ludzkimi pojęciami i wyobrażeniami; wcielenie nie jest zgodne z ludzkimi pojęciami i wyobrażeniami; szczególnie zaś kłóci się z nimi Boży osąd i karcenie. Większości ludzi naprawdę trudno jest się z tym pogodzić i się temu poddać. Jeśli nie potrafisz podporządkować się dziełu Bożemu, to czy będziesz umiał wypełniać obowiązki istoty stworzonej? To po prostu niemożliwe. Co jest obowiązkiem istoty stworzonej? (Zająć miejsce istoty stworzonej, przyjąć Boże posłannictwo i poddać się Bożym ustaleniom). Racja, to właśnie jest sedno sprawy. Czyż nie jest zatem łatwo odnieść się do tej kwestii? Zająć miejsce istoty stworzonej i poddać się Stwórcy, twojemu Bogu – to jest to, o co najbardziej powinna dbać każda istota stworzona” (Podporządkowanie się Bogu jest podstawową lekcją w pozyskiwaniu prawdy, w: Słowo, t. 3, Rozmowy Chrystusa dni ostatecznych). Słowa Boże wskazały ścieżkę praktyki: Bez względu na to, jakie nieszczęście lub próba na nas spadnie, powinniśmy przyjąć to od Boga i podporządkować się Jego suwerennej władzy i ustaleniom. Kiedy Piotr doświadczał prób, bez względu na to, jakie okoliczności Bóg dla niego przygotował ani jakie cierpienie i uszlachetnianie znosił, nigdy nie zważał na własne interesy, lecz skupiał się wyłącznie na tym, jak zadowolić i kochać Boga. Oddał nawet życie za Boga. Praktyka Piotra została zapamiętana przez Boga, a on zyskał Bożą aprobatę. Dla odmiany, kiedy zobaczyłam, że siostra Zhen tak poważnie zachorowała, moje serce przepełniały skargi na Boga i opór wobec Niego. Bałam się, że mnie też spotka nieszczęście, i coraz bardziej bałam się śmierci. Nie miałam wiary w Boga, a tym bardziej nie okazywałam żadnego podporządkowania. Pomyślałam o filmie „Moje spóźnione świadectwo”. Kiedy główny bohater, Zhou Xiangming, został aresztowany i brutalnie torturowany przez policję po raz pierwszy, ze strachu przed śmiercią zaprzeczył, że jest osobą wierzącą. Później, dzięki słowom Bożym, dokonał refleksji i poznał samego siebie, czując skruchę i wyrzuty sumienia oraz nienawidząc siebie za to, że był tak słaby, iż zaparł się Boga przed diabłem. Przez kolejne dziesięć lat skupiał się na wyposażaniu się w prawdę. Zrozumiał znaczenie Bożych prób oraz Jego wymagań wobec człowieka. Zrozumiał też dogłębnie istotę życia i śmierci i był gotów podporządkować się Bożym rozporządzeniom i ustaleniom, powierzając swoje życie Bogu. Miał tylko nadzieję, że pewnego dnia otrzyma szansę, by nieść o Bogu świadectwo. Bóg wysłuchał jego modlitw i później Zhou został ponownie aresztowany przez wielkiego czerwonego smoka. Tym razem nie był już lękliwy ani przestraszony, ani nie był ograniczany przez śmierć. Zamiast tego zdemaskował przed policją nikczemną istotę wielkiego czerwonego smoka, ostatecznie przynosząc wstyd szatanowi. W chwili, gdy wychodził z więzienia, na jego twarzy malował się błogi uśmiech. Wierzę, że musiał myśleć, iż zaryzykowanie życia, by choć raz podporządkować się Bogu, było najcenniejszą i najbardziej znaczącą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobił w swoim życiu. Choć jeszcze nie stanęłam w obliczu próby od Boga, powinnam brać przykład z brata Zhou. Wypełniając swój obowiązek, powinnam skupić się na wyposażaniu się w prawdę i przygotowywaniu swojej postawy. Jeśli pewnego dnia nadejdzie dla mnie próba od Boga, mam nadzieję, że będę mogła być jak brat Zhou – powierzyć wszystko Bogu, podporządkować się Jego rozporządzeniom i ustaleniom, nieść o Bogu świadectwo i pocieszyć Jego serce.
Jakiś czas później otrzymałyśmy list od siostry Zhen. Pisała o swoich doświadczeniach po powrocie do domu i o tym, co zyskała dzięki temu doświadczeniu choroby. Napisała, że jej stan nieco się poprawił, że wykonuje teraz pewne obowiązki na miarę swoich możliwości i że bez względu na to, czy w przyszłości wyzdrowieje, jest gotowa polegać na Bogu w tym doświadczeniu i podporządkować się Jego rozporządzeniom i ustaleniom. Widząc, że siostra potrafiła przyjąć to w pozytywny sposób i wyciągnąć lekcje podczas choroby, naprawdę poczułam, że bez względu na to, co się dzieje, kryją się za tym dobre intencje Boga. Bóg posłużył się tą chorobą, by udoskonalić siostrę Zhen, a także by pozwolić mi wyciągnąć z niej lekcje. Dziękuję Bogu!